An Socach
An Socach - tak się skończyło...
... a tak zaczęło.
Pierwsza wedrówka w sezonie wiosenno-letnim 2026.
Sama się wybrałam, żeby sprawdzić czy jeszcze mogę, czy jesień z zimą przypadkiem nie zmiotły mnie ze sceny. No i od razu powiem - łatwo nie było, ale od początku.
***
An Socach - munro w południowych Cairngorms. Jak zwykle korzystałam ze stony Walking Highlands a trasa zaczyna się tu: Mało miejsca do parkowania, wzdłuż drogi, może na 6-8 samochodów. Na mnie czekało ostatnie miejsce, bo późno dojechałam. Szybkie śniadanie i w drogę. Przede mną 16km.
Mijam najpierw wyżej uwiecznioną owcę (nie ma gwarancji. że będzie tam stała), potem przez mostek nad Clunie i szutrową drogą do przodu. Ptaki śpiewaja i ni człowieka w zasięgu wzroku. Pięknie jest.
I tak przez około 3 km, wzdłuż rzeczki po prawej stronie. Mojej prawej znaczy. Można sobie ogarnąć w głowie wiele rzeczy, jak ktoś potrzebuje.
Aż dochodzimy do małego rozlewiska, które trzeba przekroczyć gdzieś tu, bo za tym to już tylko w prawo i w górę.
Szlak pojawia się i znika, teren miejscami podmogły i zerodowany, ale widać w oddali ścieżkę i na nią trzeba się kierować. Jest stromo. Sapię ale idę. Za rzadko siłownia widziała mnie zimą i jest trochę do nadrobienia. Brak kondycji rekompensuję wrodzonym uporem Koziorożca. Widoki z tyłu pomagaja, brak widocznego celu zdecydownie nie.
Po około godzinie (chyba, a przystanków na oddech wielu) dochodzę do pierwszego szczytu z małym cairn. Widok wynagradza trudy, ale to jeszcze nie końcowy cel mojej wędrówki. Teraz będzie już łatwiej.
Po około 5km od startu wychodzę na równinę pokrytą w dużej mierze głazami i kamieniami. Wątła ścieżka prowadząca po południowym krańcu pozwala ominąć największe głazowiska, ale łatwo ją zgubić.
Widoki są przeogromne. Śnieg leży sobie jeszcze gdzie niegdzie, mimo że maj już dobrze się rozgościł.
No i jestem. Szczyt jest rozległy, kamienisty, z wiatrochronem do odsapnięcia.
Oddycham więc...
... i piję zasłużoną kawkę.
Piję szybko, bo pomimo wiatrochronu - wieje i zimno i nawet zaczął padać śnieg. Przenoszę się więc trochę na południową stronę gdzie dokańczam kawę, trochę szkicuję i delektuję się widokiem. Zasłużona nagroda!
Długo nie posiedziałam, bo temperatura spadła do 4st i to był znak, żeby się zbierać do powrotu. Tą samą drogą, 8km w dół.
Przejście całej trasy z wieloma krótkimi przystankami i około 30min na szczycie zajęło mi 6 godzin. Już wiem, że muszę wzmocnić mięśnie nóg i trochę kolana, ale wszystko do nadrobienia. Nic czego nie dam rady ogarnąć, także jest dobrze.
Trasa jest fajna. Lubię długie, nie za strome podejścia z widokami, ale jeśli ktoś szuka wyzwań typu wspinaczka skałkowa, to nie ta góra.
Do zobaczenia na szlaku!






Komentarze