Ben Gulabin
Nie samymi Munrosami człowiek żyje, prawda? Dziś więc trochę niższa i krótsza wędrówka (głównie, żeby mi małżonek się nie poddał) w dół doliny Glen Shee, na Corbett Ben Gulabin.
Parkujemy tu. Trasa zaczyna sie kilkadziesiąt metrów wcześniej, ale wstawili zakaz parkowania, więc nic nie zrobisz- trzeba się cofnąć. Ścieżka górką już wydeptana.
Droga żwirowa, początowo łagodnie wznosi się ku północy.
Podrodze testuję nowy nabytek - filtr do wody firmy Katadyn - BeFree. Ma membranę na cząsteczki stałe i filtr węglowy, także dość sensownie. No i działa.
Po około 1.5km dobra droga się kończy. Trasa odbija w lewo, na silnie zerodowane podejście. Stromo jest więc sapiemy ale idziemy.
W dali kolejny element animalny - górski zając hasający po zboczu.
No i na szczycie... Cisza, spokój i kawka. Tym razem bardzo komercyjna. No nie zdążyłam się zorganizować.
Ben Gulabin leży na skraju Cairngorms, więc panorama na góry wyższe jest imponująca. Miałam w planie trochę poszkicować świat na górze, ale było kilkoro ludzi, a ja jeszcze dzika jestem jeśli chodzi o moją twórczośc publicznie, więc się nie odważyłam. No nic, w dół i z powrotem.
Fajna trasa. Trochę ponad 6km, 2.5 godziny trochę bardziej wymagającego spaceru. A po wędrówce - zasłużona nagroda w Braemar: kawka (kolejna!) i ciacho w The Bothy - miejsce z widokiem na rzeczkę Clunie. Przepięknie!



Komentarze