Ben Chonzie
***
Tym razem na wędrówkę zabrałam męża wraz z naszym nowym nabytkiem, czyli małym vanem VW Caddy. Idealny żeby przespać się u podnóża góry i rankiem ruszyć w trasę. I tak też zrobiliśmy. Przyjechaliśmy wieczorem w dolinę Glen Ledock i zaparkowaliśmy tu. Jest sporo miejsca, myślę ze na jakieś 20 samochodów, chociaż rankiem szybko się zapełniały. W nocy byliśmy tylko my.
Rano niespieszna kawa i biwakowe śniadanie, no i w okolicach 9:00 ruszyliśmy. Ben Chonzie uważany jest powszechnie za łatwe munro: trasa jest widoczna, głównie droga szutrowa, nie wysokie podejście, wiatry aż tak nie hulają, więc zapowiadała się miła wędrówka.
Mijamy po lewej dwa małe domki. Tak zaczynamy. Pogoda jest dobra, słońce jest, chociaż miało go nie być, trochę chmurek. Może popadać.
Mijamy tamę po lewej i na rozgałęzieniu dróg wybieramy w lewo, w górę.
Dobrze się idzie, ale nie powiedziałabym, ze bezwysiłkowo. Może i łatwy ten górek, ale wspinać się wciąż trzeba. Widoki z tyłu cudne. Droga trochę monotonna.
Pogoda sobie z nas żartuje: pada, świeci, pada, świeci - a ty człowieku biegaj z tymi kurtkami w tą i z powrotem jak nie chcesz zmoknąć.
Widać, że trasa jest popularna. Po drodze spotkaliśmy już nawet schodzące towarzystwo, kilka osób nas minęło, gdyż nie należeliśmy do najszybszych wojowników, ale potem my minęliśmy ich, bo prędkość w górach jest względna, a czasem bezwzględna.
To tego koleżki z lewej strony, jak się póżniej okazało, pierwszy Munro.
Kawałek za 4km dobra droga się kończy. Odbijamy tu w lewo i rozmytą erozją ścieżynką dajemy ostro w górę tak około 1km, no może trochę mniej, ale czuło się jak 2km.
Tu nam się pogoda trochę już mocno zmarszczyła. Chmury nadciągnęły, widoczność marna. Pamiętałam z opisu trasy, żeby w razie czego iść wzdłuż metalowych słupków i tak też uczyniliśmy.
Kolejny kilometr i jesteśmy. Na górze wiatrochron i prawie zero widoczność, za to świeża flaga Celtic FC. (fanów chyba mijaliśmy).
Widok na Loch Turret na chwilę zamigotał w dole, ale wiało jednak za mocno więc nie rozsiadaliśmy się na długo.
Szczyt jest rozległy, więc często w dali widać było wędrowców sunących równolegle do nas.
Droga powrotna minęła bez przygód. Po kilkudziesięciu metrach widoki się poprawiły, słońce wyjrzało zza chmur, a perspektywa cepłego obiadu w nowym camping- autku bardzo mnie zainspirowała do szybkiego zejścia. Tomasz trochę marudził ale dał radę
W sumie zajęło nam to 4 godziny z krótkim postojem na szczycie. Trasa rzeczywiście nie jest bardzo wymagająca (12.5km), moje nogi są już w lepszej kondycji i całkeim dobrze mi się szło. Polecam dla początkującyh kolekcjonerów Munros. To był mój 23. 😍


Komentarze